Zrozumiałam, że jestem DDA !

Jestem DDA.

Uświadomienie sobie tego, że ma się ten syndrom nie jest łatwą sprawą. U mnie trwało to bardzo długo wręcz wiele lat. Idąc ścieżka mojego życia, totalnie na oślep, zastanawiałam się czemu taka jestem. Czemu jestem taka inna? Czemu nie mam przyjaciółek, a gdy już mam to przyjaźnie się za bardzo, za bardzo oddaje siebie? Szukałam odpowiedzi przed bardzo długi czas, totalnie bezskutecznie. W dzieciństwie natknęłam się na pojęcie DDA i jedyne co o nim wtedy przeczytałam było to to, że są to dorośli, którzy wychowywali się w domu, w którym jeden lub dwóch rodziców nadużywało alkoholu, a dziecko dorosło i już. Teraz dziecko jest dorosłe. Powinno się o tym zapomnieć, trudno taki miało się dom. Trzeba zapracować na swoje lepsze życie. No i ja pracowałam mocno i długo. No i udawało się. Co jakiś czas natykałam się w internecie na artykuły poświęcone DDA, ale nie dopuszczałam do siebie myśli, że ja powinnam iść na terapie. Walczyłam sama i udawało mi się być silną do każdego gorszego momentu.
Do każdego epizodu depresyjnego. Coraz głębszego i głębszego. Ja jednak miałam w głowie, że nie wolno czuć.

Trzeba być twardym i do poziomu mistrzowskiego wypracowałam udawanie, że nie mam depresji. Pokłady sił wyczerpały się po około 20 latach w momencie gdy urodziłam dziecko.

To zmieniło wszystko. Wszystko co pod skorupą wylazło i rozlało się. Bo jak można być tak bardzo surowym dla maleńkiego dziecka jak dla siebie samej? Jak można nauczyć je miłości gdy nie kocha się siebie? Wtedy dostałam olśnienia. Zrozumiałam jak bardzo zostałam skrzywdzona jako dziecko w momencie w którym stałam się DDA.

W tym jednym momencie poczułam tak ogromna pustkę i dziurę w moim sercu i duszy. Zrozumiałam, że oprócz gniewu i żalu nie mam w sobie nic do zaoferowania, aby wychować emocjonalnie zdrowe dziecko. Długo nie wiedziałam jak ta pustkę zapełnić, czym zasypać ponieważ jedyne co tam się tliło na samym dnie to pokłady żalu, wstydu, nienawiści i gniewu. Podjęłam decyzję że zacznę szukać sposobów na naprawienie i zawalczenie o siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *